HISTORIA H.O.O.R. W POLSCE

Czyń swoją wolę będzie całym prawem.

Pośród doskonałej, jałowej ciemności i ciszy wzniósł się okrzyk jastrzębia. Leciał on w powietrzu ponad ziemią i wodą. Ogniem w swym wzroku, sercu i języku wybudził ze snu tych, którzy jeszcze przed chwilą snem błogim spali.

Światło lśniło w nich, odkąd sięgała ich pamięć. Było niczym zagubiona w ciemności nocy iskierka. To dzięki niej wciąż na nowo poszukiwali, tej wspaniałej rzeczywistości, której byli częścią.

Ci którzy usłyszeli w oddali okrzyk jastrzębia, bądź też dostrzegli blask jego majestatu i siły, od najmłodszych lat zaczęli zgłębiać tajniki natury. Ich serca z utęsknieniem poszukiwały Góry Adeptów.

Wraz z upływem czasu odnajdywali rozrzucone okruchy wiedzy o tym, czym jest miłość, wolność, życie i światło. W końcu, poznali również czym jest Prawo.

Odnalezienie Księgi stało się początkiem nowej wędrówki. Bowiem pośród mglistych równin doczesnej rzeczywistości wyłoniła się w końcu Góra Adeptów.

Kiedy rozpoczynali swoją wędrówkę, szybko dostrzegli na drodze innych wędrowców zmierzających w tą samą stronę. Niestety jedynie część z nich pragnęła zdobyć szczyt odległej góry. Jeszcze mniej spośród nich posiadało dość sił by tego dokonać. Droga zaś wydawała się nieskończenie długa i wyboista.

Pomimo, iż otaczali ich zewsząd ludzie, stali się samotni w swej wędrówce. Samotność zaś rodzi niebezpieczeństwo popadnięcia w ułudę samego siebie.

Ich przeznaczeniem było jednak prawdziwe poznanie, wykraczające daleko poza granice wyznaczane przez ego. Dlatego też wędrując, bacznie wypatrywali żaru aspiracji, płonącego w sercach wszystkich prawdziwych adeptów.

Czysta aspiracja ich woli, splotła wkrótce ich losy ze sobą. Wędrując razem pomagali sobie nawzajem odrzucać kolejne przeszkody napotykane na drodze i pokonywać własne słabości. Wraz z tym stopniowo uczyli się istoty prawdziwego Braterstwa.

Góra Adeptów ku której tak wytrwale dążyli, z każdym dniem stawała się coraz wyrazistsza. Z mętnej niegdyś idei stała się czymś stale obecnym i rzeczywistym, dostrzegali więc ścieżki, jaskinie i rozpadliny, które ją zdobiły. Zrozumieli też jak trudno jest trafić pośród bogactwa Góry na Szczyt.

Podczas całej tej wędrówki napotykali na liczne wzmianki o Mistrzach zamieszkujących Szczyt Góry. Dostępu do Góry strzegli jednak liczni strażnicy. Każdy z nich dzierżył oręż wiedzy i poznania, ażeby ustrzec nieprzygotowanych wędrowców przed pułapkami Góry.

Stojąc w końcu u podnóża Góry Adeptów, szybko spostrzegli, jak trudno jest postawić kolejny krok. Wiedzieli, iż jedynie nawiązując kontakt z Wielkim Białym Bractwem zamieszkującym Górę, mogą mieć pewność, iż ścieżki wiodące na Szczyt staną przed nimi otworem.

Ich poszukiwania przez długi czas były bezowocne. Ludzie których napotykali, choć mienili się mistrzami, zamiast w górę, prowadzili ludzi na liczne pagórki, bądź też na skraj przepaści, mówiąc: "To właśnie jest Góra".

Byli też tacy "mistrzowie", którzy znając pomniejsze ścieżyny góry, w zamian za dary przyniesione z mglistych równin doczesnej rzeczywistości, wprowadzali na kręte ścieżki, a następnie porzucali gdzieś na skalistych pustkowiach, które sami zamieszkiwali.        

Wytrwałość jednak, choć na początku ma słony smak smutku i gorycz wyrzeczenia, ostatecznie staje się słodyczą radości. Jeden z Adeptów, po tym jak umarła w nim wszelka nadzieja nawiązania kontaktu z sukcesją mistrzów, dostrzegł srebrną nić swego przeznaczenia, która choć snuła się do odległej krainy, to miejsce do którego go zawiodła, roztaczało niezwykły blask, którego wcześniej nigdzie nie doświadczył. Gdy dzień ponownie zrównał się z nocą, dotarł do miejsca w którym odnalazł innych adeptów, którzy przybyli wiedzeni tą samą nicią, jak i odkrył, iż jej koniec, dzierży pewną dłonią Mistrz.

Bracia, których odnalazł nie przekonywali go, aby się do nich przyłączył lub z nimi pozostał. Zamiast tego musiał sam nabrać pewności, że trafił we właściwe miejsce, a następnie złożyć przysięgę, iż nie cofnie się na swej drodze, ani też nie porzuci swych braci i nie odmówi pomocy nikomu, kto idąc w tym samym kierunku, go o nią poprosi. Dopiero gdy zawiązał więzy prawdziwego braterstwa, otrzymał oręż którym wyswobodził się z kajdan, które zatrzymywały go przed podjęciem dalszej wędrówki. Udał się zatem na powrót ku rodzimym ziemiom, gdzie oczekiwali na niego towarzysze na ścieżce. Ci zaś dostrzegli, iż powrócił niosąc w sobie majestat Horusa.

Bractwo do którego się przyłączyli, z racji prostoty swych reguł i dyscypliny zostało nazwane Świętym Zakonem Ra-Hoor-Khuit'a. Regułą zakonu była jednak nie senna uległość i spokój utrzymujący świadomość w istnieniu, lecz blask mocy i ogień transformujący ją w Złoto.

Adepci ci poprzysięgli rozniecić płomienny żar pośród rodzimych ziem. Płomień jaki wzniecić potrafi jedynie żar budzącej się ze snu świadomości.

Pierwszą bitwą jaką stoczyli, było wzniesienie Świątyni w której zapłonął ogień Gnozy. Świątynia ta została nazwana Świątynią Mentu, albowiem to Mentu jest tym, który budzi ze snu Światło i poprzez jego płomienie obraca w popiół wszelkie przeszkody na drodze.

Wrota Świątyni Mentu otwarte są dla wszystkich, których serca są czyste w swej aspiracji i którzy pragną dalszej ekspansji Światła. W tajemnym ogniu wykuwany jest oręż dla odważnych, silnych i dostojnych. Dla tych, którzy są godni przekroczyć próg Świątyni HOOR’a.  

Miłość jest prawem, miłość podług woli.

strona główna